
Piotr Fuglewicz 17/07/2026 - 06:00 Kazimierz Seko, mistrz śląskiej fotografii prasowej, przez dekady dokumentował codzienność regionu z niezwykłą przenikliwością. Mało kto wiedział, że zanim stał się kronikarzem Śląska, dokonał czynu, który ocalił życie żydowskiego uciekiniera. Jego wojenne bohate
Mieszkańcy Górnego Śląska doskonale znali jego kadry. Oglądali je na pierwszych stronach „Trybuny Robotniczej” oraz kultowego w regionie „Dziennika Zachodniego”. Wykonane przez niego fotografie trafiały na setki tysięcy popularnych widokówek i wielkoformatowych plakatów miejskich. Przez kilkadziesiąt lat Kazimierz Seko z aparatem w dłoni przemierzał region. Celnie i przenikliwie utrwalał godność, mozół oraz urok codziennego życia Ślązaków. Współpracownicy cenili jego bystre oko i perfekcyjny warsztat, mało kto jednak znał wojenną przeszłość tego mistrza fotoreportażu. W młodości, zanim zaczął kadrować rzeczywistość na Śląsku, wziął udział w śmiertelnie niebezpiecznej grze o ludzkie życie.
Losy urodzonego 21 lutego 1917 roku fotografa zmieniły swój bieg w małym, galicyjskim sztetlu Jaworów. W czasie niemieckiej okupacji pracował tam jako księgowy w warsztacie naprawy traktorów. To właśnie w tym zakładzie poznał Szymona Haana – żydowskiego uciekiniera, który cudem uniknął wcześniejszych łapanek, a nowa posada miała chronić go przed deportacją. Mężczyźni szybko obdarzyli się zaufaniem, budując niezwykle silną nić przyjaźni.
Kiedy w listopadzie 1942 roku Niemcy przystąpili do ostatecznej, krwawej likwidacji jaworowskiego getta, Szymon wyrwał się z kordonu i ukrył we wnętrzu wagonu-cysterny, porzuconego na pobliskiej stacji kolejowej. Kazimierz Seko działał instynktownie. Słysząc pogłoski o żydowskim zbiegu, pod osłoną nocy wyruszył wzdłuż torów na poszukiwania i odnalazł wycieńczonego przyjaciela. Natychmiast przystąpił do skomplikowanego kamuflażu. Załatwił mężczyźnie wiarygodne fałszywe dokumenty na nazwisko „Tadeusz Górski” i zorganizował mu pracę w innej miejscowości. Gdy jednak i w nowym miejscu widmo dekonspiracji zaczęło narastać, Seko uknuł radykalny plan ewakuacji. Wymagał on bezprecedensowej odwagi: zdobył mundur ochotnika formacji Wehrmachtu, przebrał w niego Haana i wysłał zbiega prosto na linię frontu wschodniego.
Brawurowa mistyfikacja zakończyła się pełnym sukcesem. Szymon przekroczył linię wroga, by ostatecznie – po ciężkich przejściach w sowieckim łagrze – odzyskać wolność. Równolegle we Lwowie przetrwał w ukryciu jego malutki syn, Arno Haan. Ochrzczony w konspiracji chłopiec, występujący początkowo jako Adam Witz, a wreszcie jako Adam Han-Górski, zachwycił dekady później cały świat, wyrastając na wybitnego wirtuoza skrzypiec i koncertmistrza.
Po wojnie Kazimierz Seko na zawsze porzucił księgi rachunkowe i osiadł na Śląsku. Zamieszkał w Katowicach, a na lokalny cmentarz przy ulicy Francuskiej sprowadził z podkarpackiego Łańcuta szczątki swoich zmarłych rodziców. Zawodowo wszedł na wymagający front kształtowania opinii publicznej w strukturach Centralnej Agencji Fotograficznej (CAF). Jego nową bronią stał się aparat. Fotografował z niezwykłą precyzją, szybko wyrastając na niekwestionowany autorytet w środowisku. Przygotowywał artystyczne powiększenia do dziesiątek najważniejszych wystaw – od głośnej ekspozycji retrospektywnej w Gorzowie w 1988 roku, po indywidualny wernisaż w toruńskiej Małej Galerii Fotografiki w roku 1985. Seko aktywnie integrował też lokalnych twórców prasowych. Jako współzałożyciel Śląskiego Klubu Fotografii Prasowej w Katowicach, przewodził mu przez siedem nieprzerwanych, wyczerpujących kadencji, aż do swojej rezygnacji w 1982 roku.
Jego kunszt szybko przebił żelazną kurtynę. Seko wyłamał się poza granice kraju i jako absolutnie pierwszy Polak w historii branży zasiadł w elitarnym jury prestiżowego, międzynarodowego konkursu World Press Photo w holenderskiej Hadze. Wcześniej na tej samej arenie trzykrotnie odbierał zaszczytny Dyplom Honorowy w latach 1962, 1963 i 1966. Sukcesy szły w dziesiątki. W 1965 roku zgarnął Nagrodę CAF za najlepsze zdjęcie reporterskie uchwycone w akcji, a rok później krakowska publiczność uhonorowała go statuetką za „Prasowe Zdjęcie Roku”. Rozległy reportaż „Pawła Wróbla wędrówki...” o śląskim artyście naiwnym przyniósł mu prestiżową Złotą Plakietkę w 1979 roku. Przywoził liczne laury z zagranicy, w tym wyróżnienie z wielkich targów Photokina oraz Złoty Medal z konkursu FIAP „Praca i wypoczynek” w niemieckiej Kolonii. Ukoronowaniem nierozerwalnej więzi z górnikami i Ślązakami był Złoty Medal, wywalczony w 1980 roku podczas IX Międzynarodowego Salonu Fotografii Artystycznej w Katowicach.
Seko realizował się także pisarsko – na łamach „Zarania Śląskiego” publikował artykuły badające fotograficzną pasję Gustawa Morcinka. Pozostawił po sobie imponujące i bogate zbiory, przez co w archiwach często figuruje pod mianem „wiejskiego dokumentalisty czasu tworzenia Polski”.
Wybitny fotograf zmarł w sędziwym wieku 28 czerwca 2006 roku i spoczął na katowickim cmentarzu. Aż do końca swoich dni nikomu z redakcyjnych kolegów nie pochwalił się bohaterskim czynem w Jaworowie.
Pozostawił jednak dowód – milczący, typowy dla kronikarza. W 2007 roku córka fotografa, Tekla Seko, przeglądała zbiory pozostawione w katowickim domu, natrafiając na doskonale zorganizowaną teczkę archiwalną. Ojciec przez lata starannie wycinał z gazet dziesiątki artykułów i gromadził fotografie dokumentujące karierę Adama Han-Górskiego. Wśród nich znalazły się między innymi unikalne kadry z głośnego muzycznego debiutu „cudownego dziecka” w Rybniku w 1948 roku.
Tekla odnalazła adres wirtuoza w dalekim Minneapolis i wysłała do niego poruszający list. Han-Górski zareagował od razu. Przygotował obszerną, popartą dowodami dokumentację i przekazał ją do historycznego Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie, kategorycznie domagając się pośmiertnego uhonorowania człowieka, który uratował jego ojca.
17 kwietnia 2012 roku w murach Senatu Rzeczypospolitej Polskiej odbyła się uroczysta ceremonia. Wdowa po fotografie, Barbara Karwat-Seko odebrała medal Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Na scenie pojawił się sam Adam Han-Górski, dając dedykowany na tę okazję kameralny koncert. Dźwięki wirtuozerskich skrzypiec stały się najpiękniejszym hołdem dla człowieka z Katowic, który najpierw zaryzykował życie, organizując ucieczkę skazańca w mundurze wroga, by przez kolejne dekady z czułością i nieomylnym wyczuciem zapisywać rytm życia Śląska na czarno-białej kliszy.
Źródło: Ślązag.pl