
Jakub Dąbek o uprowadzeniu Dawida, czyli miłość na dworcu Jaworzno Szczakowa
Dramatyczne sceny na peronie, łzy rozpaczy, przerażenie w oczach uwięzionego pasażera i bezduszny system, który za nic ma porywy gorących serc. Choć na pierwszy rzut oka cała sytuacja wyglądała jak misternie zaplanowane porwanie lub scena z greckiej tragedii, rzeczywistość okazała się o wiele bardziej prozaiczna – i brutalna.
– No i co mi powiesz, Marianie? Moje detektywistyczne śledztwo utknęło w martwym punkcie. Widziałem na peronie dramat godny greckiej tragedii. Kobieta stała, machała, płakała, a pociąg tylko zaszumiał, zwolnił i odjechał. Co to było? Porwanie?
– Porwanie? Dąbek, ty weź te swoje kryminalne teorie schowaj do szuflady. To nie było porwanie, to była lekcja logiki kolejowej imienia doktora Dawida. Chłopak myślał, że Intercity to jest PKS, gdzie machniesz ręką i kierowca cię wysadzi pod kapliczką.
– Dawid, mówisz? Notuję. Świadkowie twierdzili, że w oknie wagonu widzieli twarz człowieka w stanie absolutnego, pierwotnego przerażenia. Podobno oczy miał wielkie jak tarcze semafora, a twarzą niemal rozpłaszczył się na szybie.
– Jak tarcze semafora? On miał oczy jak reflektory w starym elektryku na długich. Ja akurat stałem na nastawni. Pociąg zwolnił, bo mieliśmy tu ograniczenie prędkości na rozjazdach. Patrzę, a w oknie stoi gość. Ręce przyklejone do szyby, usta otwarte w bezgłośnym krzyku, a na peronie jego ukochana z kwiatami macha mu różą. On jej macha dowodem osobistym, pociąg się toczy, a Dawid już łapał za klamkę, już chciał wyskakiwać szczupakiem.
– I dlaczego go nie wypuściliście, bezduszni urzędnicy? Przecież pociąg prawie stał. Dziewczyna czekała. Gdzie wasza empatia? Gdzie miłość w czasach PKP?
– Dąbek, ty jesteś detektyw, a przepisów nie znasz? Brak postoju handlowego. Drzwi zaryglowane na amen. Jakbyśmy mu otworzyli te drzwi bez rozkładu, to naczelnik sekcji zrobiłby nam z tyłków bocznicę kolejową. Dawid krzyczał do konduktora, że on tu mieszka, że tam stoi jego Halinka, że on ma przesiadkę z Zawiercia w nogach. A konduktor mu na to ze stoickim spokojem, że przeznaczenie wzywa go do Krakowa, a Jaworzno to tylko iluzja i ma podziwiać widoki za oknem.
– I co ten biedak zrobił? Wywieźliście go siłą poza granice województwa śląskiego. Przecież to prawie jak deportacja.
– Wywieźli go do Małopolski! Na Krakowie Głównym wysiadł tak blady, jakby go tam na darmowych obwarzankach torturowali. PKP w geście hojności dało mu darmowy bilet powrotny. Dwie godziny w plecy, ukochana na peronie zamieniła się w sopel lodu, a ten, zamiast zjeść z nią kolację, zwiedzał krakowskie sukiennice z miną skazańca.
– Ale sprawa ma ciąg dalszy. Słyszałem, że pan Dawid nie puścił tego płazem i poszedł z tym prosto do Telewizji Republika.
– Do Republiki! No jasne! Zamach na wolność osobistą pasażera, paraliż decyzyjny kolei! Wyobrażasz to sobie? Dawid przed kamerą opowiada, jak padł ofiarą bezdusznego systemu ryglowania drzwi. Pociąg zwolnił, widział ukochaną, widział tablicę Jaworzno Szczakowa, ale potężne lobby kolejarskie nie pozwoliło mu postawić stopy na śląskiej ziemi.
– Mógłby z tego powstać dobry odcinek programu śledczego o mrocznych sekretach postojów handlowych. Czy PKP celowo porywa pasażerów pod Wawel?
– Najlepsze jest to, że on teraz żąda, żeby z powodu jego spóźnienia z Zawiercia zmienić rozkład jazdy dla wszystkich ekspresów w Polsce. Bo skoro inne pociągi się tu zatrzymują, to ten też powinien. Niech jeszcze staje koło monopolowego u pani Krysi, bo akurat pasażer ma ochotę na chipsy.
– Cóż, sprawa wyjaśniona. Przestępstwa nie było, było tylko brutalne zderzenie z rzeczywistością kolejową. Dawid musiał przełknąć gorzką pigułkę. Chociaż, po ludzku, żal mi tej dziewczyny z peronu. Stała tam z różą, a jej narzeczony poleciał jak wystrzelony z katapulty prosto do Krakowa.