RAK
    Jak energetyk został artystą

    Jak energetyk został artystą

    1840 odsłon
    Jak energetyk został artystą

    Przez 44 lata pracował w bytomskiej energetyce. A mimo to sztuka zawsze była blisko jego życia. Jednak dopiero na emeryturze mógł dokonać "resetu" i poświęcić się malowaniu.

    Krzysztof Roman jest dzieckiem konstruktora. Jego ojciec pracował w Centralnym Biurze Konstrukcji Maszyn z siedzibą w Bytomiu przy ul. Powstańców Śląskich. Czasami, kiedy mama musiała coś załatwić, ojciec brał pięcioletniego Krzysia do pracy. - Potrafiłem tam godzinami siedzieć przed wielkim arkuszem papieru na desce kreślarskiej i rysować coś dwukolorowym ołówkiem, z jednej strony z niebieską, a z drugiej strony z czerwoną końcówką - wspomina Roman.

    Ze sztuką od dziecka

    Interesował się sztuką już jako dziecko. - Kiedy dostałem od ciotki piękny album z rysunkami Wyspiańskiego, przerysowywałem te rysunki po swojemu - opowiada Krzysztof Roman. - Lubiłem też rysować architekturę, bo oglądałem ilustracje w książkach ojca.Proszę pamiętać, że jestem z pokolenia, które miało zaszczyt patrzeć jak rysuje prof. Wiktor Zin, jak rysuje Szymon Kobyliński. Myślał poważnie o studiach na Akademii Sztuk Pięknych, ale ojciec chciał mieć w domu inżyniera. Już jako anegdotę Krzysztof Roman dodaje, że mieszkali blisko dekoratorni WSS Społem i pracujący tam plastycy jakoś nie robili na rodzicach dobrego wrażenia. Nie chcieli więc, żeby syn poszedł taką drogą.

    Krzysztof Roman ukończył więc Policealne Studium Automatyki w słynnym bytomskim "Elektroniku" przy pl. Klasztornym. Dopiero po latach spełnił marzenie ojca i odbył studia na Politechnice Śląskiej z zakresu marketingu i zarządzania. We wrześniu 1980 roku rozpoczął pracę w Elektrowni Miechowice jako automatyk. - Okazało się jednak, że w elektrowni automatyki jest mało, a moim głównym zadaniem było uzupełnianie tuszu w rysikach czujników - opowiada Bytomianin. - Po 8 miesiącach nabrałem przekonania, że nie jest to praca dla mnie i postanowiłem odejść. Wówczas dyrekcja zaproponowała mi przenosiny do Działu Komplementacji Dostaw Inwestycyjnych. Zostałem jego kierownikiem. Wtedy po raz pierwszy zetknąłem się z Elektrownią Szombierki, która wówczas razem z Miechowicami wchodziła w skład Zespołu Elektrowni Górnośląskich Zachód. Po 8 latach przeszedłem na stanowisko Kierownika Działu Organizacyjno-Prawnego.

    Złoty okres

    To Elektrownia Szombierki - Krzysztof Roman podkreśla, że obiekt został zbudowany i służył jako elektrownia, a nazwa elektrociepłownia przyjęła się stosunkowo niedawno - okazała najważniejsza w jego karierze zawodowej. Po tzw. transformacji ustrojowej Miechowice i Szombierki zostały połączone w Zespół Elektrociepłowni Bytom, a Krzysztof Roman został kierownikiem Biura Zarządu tej firmy. Kiedy okazało się, że EC Szombierki będzie wyłączona z ruchu - objął także funkcję pełnomocnika Zarządu ds. zagospodarowania Elektrociepłowni Szombierki. To dzięki dwóm ludziom: ówczesnemu prezesowi ZEC Jackowi Janasowi i właśnie Krzysztofowi Romanowi EC Szombierki przeżyła swoją "złotą godzinę".

    • Złota godzina to 60 minut przed zachodem słońca - mówi Roman. - Świecące z boku słońce daje wówczas takie światło, że wszystko wygląda inaczej i piękniej. Do przystosowania Szombierek do innej funkcji Janas i Roman podeszli jak do projektu biznesowego. Nie było w tym żadnej improwizacji. Po zdemontowaniu turbin na poziomie maszynowni i wypełnieniu otworów po nich specjalnymi konstrukcjami uzyskano salę o powierzchni 1600 metrów kwadratowych pod sklepieniem kubełkowym wykonanym z modrzewia. Wszystko zaprojektowano tak, żeby mogły się tam odbywać imprezy masowe. Nadszedł złoty - poprzemysłowy - okres Elektrociepłowni Szombierki.

    Koniec snu

    Tylko w 2010 roku odbyło się tam 19 dużych imprez, w których uczestniczyło 12 tysięcy osób. Były to m.in. spektakle w ramach Międzynarodowej Konferencji Tańca Współczesnego, operowy spektakl "Tannhäuser", koncert finałowy Festiwalu Gorczyckiego i Moc Bluesa. A potem przyszedł koniec. ZEC nabyła spółka Fortum, dla której znaczenie miał przede wszystkim rachunek ekonomiczny, a nie sny o drugim życiu "postindustrialnej katedry". Z działalności kulturalnej zrezygnowano. Ale najgorsze czasy dla EC Szombierki miały dopiero nadejść - kiedy obiekt kupiła spółka Rezonator ze śmiesznie niskim kapitałem zakładowym. Ale to już inna historia.

    Krzysztof Roman do przejścia na emeryturę w 2024 pracował w Fortum - jako analityk biznesu i kierownik projektu. Tworzył Centrum Obsługi Klienta, zapewniające bieżącą obsługę oraz pogotowie techniczne klientom ciepłowniczym z trzech miast: Wrocławia, Częstochowy i Płocka.

    Powrót do marzeń

    • Malowanie cały czas siedziało mi z tyłu głowy - mówi Roman. - Nawet trochę się tym okazjonalnie zajmowałem. Na przykład pojechaliśmy z żoną na wakacje nad morzem. Moja małżonka chciała kupić reprodukcję obrazu Climta. A ja mówię: namaluję ci taki w domu. I słowa dotrzymałem. Ale "eksplozja" przyszła, kiedy zakończył pracę zawodową. Nastąpiło coś, co nazywamy sprzyjającymi okolicznościami. Pojechał do Bystrej pilnować domu starszej córki. Córki kupiły mu farby akwarelowe. W Bystrej jest Fałatówka, czyli ostatni dom malarza Juliana Fałata. - Była ulewa, schroniłem się w Fałatówce i przez 3 godziny i oglądałem prace Fałata. A potem wróciłem do domu i sam zacząłem malować.

    Po okresie fascynacją akwarelą Krzysztof Roman sięgnął po inne techniki - pastele, farby akrylowe i olejne, węgiel i rysunki tuszem oraz techniki mieszane. Maluje Bytom ze starych pocztówek, pejzaże, portrety, wariacje na temat autoportretu. Z jego prac przebija fascynacja malarstwem francuskim, zwłaszcza impresjonizmem. Zaczął chodzić na zajęcia malarstwa prowadzone w Klubie Sezam Bytomskiej Spółdzielni Mieszkaniowej przez Małgorzatę Woźniak. - To mi dużo dało - mówi Krzysztof Roman. - Wiele spraw czułem intuicyjnie, a pani Małgorzata pomogła mi je zrozumieć pod względem warsztatowym.

    Co sądzisz na ten temat?


    Źródło: Życie Bytomskie (zyciebytomskie.pl)

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era