
Wakacyjna wystawa raciborskiego muzeum poświęcona jest wypoczynkowi na łonie przyrody. Jak wyglądał relaks w przedwojennym Ratibor, można zobaczyć w parku przy ul. Stalmacha w Raciborzu. O wystawie rozmawialiśmy z dyrektorem muzeum - Romualdem Turakiewiczem.
Wiesz coś więcej na ten temat?
Napisz do nas
NOWINY: W parku jordanowskim, słynnym „Jordanie” raciborskie muzeum ma swoją letnią „placówkę”, bo tutaj trafiło ze swoją nową wystawą plenerową. To już tradycja wakacji, że muzeum wychodzi poza mury swej siedziby. Prezentują państwo dawne miejsca wypoczynku w przedwojennym Ratibor.
Romuald Turakiewicz : Bardzo fajnie nam się układa współpraca z OSiR-em, który zarządza terenem parku jordanowskiego. W zeszłym roku otrzymaliśmy propozycję, że skoro tutaj jest miejsce na ustawienie wystaw, to my możemy korzystać.
To już jest nasza bodaj piąta wystawa. Tutaj, w parku, będziemy je zmieniali cyklicznie. Miejsce to, jest o tyle idealne, że tutaj ludzie przychodzą sobie odpocząć. Dzieci czasem się bawią. Ktoś starszy może sobie poczytać, dowie się o historii miasta, dowie się o historii regionu. Na przykład z tej aktualnej wystawy, której autorem jest Adam Knura. Ona pokazuje miejsca wypoczynku Raciborzan, czyli ogródki, w których spędzano czas w okresie letnim. Teren, na którym stoi wystawa, kiedyś też był takim ogrodem, w którym spędzano czas przy browarze. Znajduje się tu jeszcze pozostałość po zabudowaniach XIX-wiecznego browaru, przy którym działa też restauracja. Obecnie mieści się tam Powiatowy Dom Kultury. Pięknie się składa, że mamy tutaj takie miejsce wypoczynku Raciborzan, które egzystuje już od ponad 100 lat. Po jego odnowieniu jest na tyle atrakcyjne, że tu ludzie przyjeżdżają nawet z dalszych okolic. Dzieci bezpiecznie się tu bawią, a dorosły przy okazji troszkę wiedzę wzbogacić.
Można podziwiać historyczne widoki, bo niewiele do dzisiaj zostało z tej dawnej zabudowy.
Są tu restauracje, np. „Widok” słynny, który jeszcze do niedawnych czasów przyciągał Raciborzan. „Sansoussi” też jest pokazane. To jest akurat takie miejsce, które było miejscem kultowym dla Raciborzan na początku XX wieku. Ta restauracja znajdowała się w polach w kierunku od Starej Wsi. Trzeba było troszkę się przejechać na zachód, jakiś kilometr, w stronę Rudnika i tam była przepiękna restauracja, po której niestety już nie ma ani śladu. Na przykład na Lukasynie mieliśmy też restaurację.
Tych miejsc wypoczynku było dużo i one też dowodzą, że Racibórz był wtedy bardzo bogatym miastem, bogatym miastem przemysłowym, w którym ludzie dobrze zarabiali. Jak widać na tych pocztówkach, na zdjęciach oni po prostu mieli pieniądze na to, żeby spędzić tak czas.
Była Centralhalle, fajna duża restauracja z dużym ogrodem. Dziś nie ma po niej śladu. Znajdowała się u zbiegu ulic Opawskiej i Wojska Polskiego. To miejsce niestety już nie przetrwało historii. W parku miejskim powstała restauracja nad stawem. W Oborze znajdowała się restauracja leśna.
Tych miejsc jest bardzo dużo. Na wystawie mamy tylko wybór. Pamiętam, jak mi wujek opowiadał, on był rdzennym mieszkańcem, że dla niego jako dla dziecka to była wielka wielkie wydarzenie, jak się wybierali do restauracji.
To jest właśnie ślad, dowód tej wielkości dawnego Raciborza. To było miasto wyjątkowe. Miejmy nadzieję, że jeszcze takie będzie.
Wystawę chcemy prezentować przez dwa miesiące wakacji. Przy okazji zapraszam na spotkanie także w plenerze, 22 lipca o 17.00 odbędzie się spacer po fortyfikacjach miejskich. Chcemy pokazać to, co wykopywaliśmy. Będą pokazane fotografie w tych miejscach, w których mury miejskie odkopywaliśmy i bramy. Ale wejdziemy też do baszty. Otworzymy basztę i wejdziemy do nowo zrekonstruowanych, odnowionych murów, w podziemiach „Labiryntu”. Przy okazji myślę, że większość ludzi jeszcze nie zdążyła ich zobaczyć. Wstęp oczywiście, jak i oprowadzanie jest bezpłatne, przeze mnie i kolegów z działu archeologii.
Źródło: nowiny.pl