The article's title suggests that residents in Zgierz are accustomed to preparing for potential flooding whenever heavy rain occurs, indicating a recurring issue with water management in the area. They don't just grab an umbrella but also sandbags, highlighting the severity of the problem.
Burza minęła, ale mieszkańcy Zgierza wciąż liczą straty. „Od lat żyjemy w strachu o nasze lokale”
Największa ulewa przeszła nad Zgierzem w niedzielę, 19 lipca. W poniedziałek i wtorek pogoda nadal mieszkańcom nie daje chwili wytchnienia. Deszcz nie był już tak intensywny, jednak skutecznie utrudniał odpływ wody.
Pojechaliśmy sprawdzić najbardziej zalane miejsca. Na ulicach Długiej, Parzęczewskiej i 3 Maja nadal zalegały rozlewiska, a kierowcy ostrożnie pokonywali zalane odcinki. W wielu miejscach chodniki i przejścia dla pieszych wciąż pozostawały pod wodą.
Największe problemy tradycyjnie pojawiły się w rejonie ulicy Długiej, gdzie od lat podczas intensywnych opadów dochodzi do podtopień lokali na tej ulicy.
Ulice jak rzeki. Nasz reporter sprawdził, jak wyglądał Zgierz po nawałnicy
Burza w Zgierzu przyniosła intensywne opady deszczu, które w krótkim czasie zamieniły wiele ulic w rozlewiska. Ulewa, jaka przeszła nad miastem w niedzielę 19 lipca, spowodowała liczne podtopienia, u...
„Od lat robimy wszystko sami”
Właściciele zakładu zegarmistrzowskiego przy ulicy Długiej mówią wprost - z problemem żyją od wielu lat. Przed każdą większą ulewą zabezpieczają lokal, bo nie mogą liczyć na to, że sytuacja się poprawi.
Praktycznie co roku dochodzi do takich podtopień. Kilka lat temu woda wyrwała nam żaluzję i zalała cały zakład. Od tamtej pory codziennie po zamknięciu sklepu zaklejamy drzwi taśmą i montujemy specjalną płytę zabezpieczającą. Gdybyśmy tego nie robili, lokal znów byłby pod wodą - opowiada w rozmowie z "Dziennkiem Łódzkim" Krzysztof Graczyk, właściciel zakładu. Przed każdą większą ulewą właściciele zakładu zegarmistrzowskiego montują zabezpieczenia przed wejściem do lokalu. Jak podkreślają, tylko w ten sposób mogą ograniczyć skutki kolejnych podtopień. Jakub Mlonka Jego zdaniem problem nie jest nowy, jednak od lat nie doczekał się skutecznego rozwiązania.
Od lat słyszymy, że coś ma się zmienić, ale kończy się na obietnicach. Wystarczy mocniejszy deszcz i cała woda spływa właśnie tutaj. Kiedyś nie było takiej betonozy, woda miała gdzie odpłynąć. Dziś wszystko kończy się pod naszym sklepem. Za każdym razem boimy się, że znów będziemy wynosić wodę wiadrami i ratować towar - dodaje Graczyk. Fale od samochodów pogarszają sytuację
Przedsiębiorcy zwracają uwagę nie tylko na samą ilość wody. Ich zdaniem dodatkowym problemem jest ruch samochodów, który podczas zalania nie jest wstrzymywany.
Autobusy i samochody przejeżdżają przez zalane ulice, tworząc ogromne fale. Woda uderza wtedy w nasze witryny i zabezpieczenia. Napór jest tak duży, że kilka lat temu wyrwał nam żaluzję. Ale to nie wszystko. Z wodą spływają gałęzie, błoto i śmieci. Ostatnio widziałem nawet unoszącą się tablicę rejestracyjną. To wszystko trafia do studzienek i momentalnie je zatyka. Wtedy woda nie ma już gdzie odpływać - relacjonują właściciele zakładu. Mieszkańcy przekonują, że podczas intensywnych opadów studzienki szybko zatykają się gałęziami, liśćmi i śmieciami, co utrudnia odpływ wody. Jakub Mlonka Jak podkreślają, w czasie większych opadów nie mogą liczyć wyłącznie na służby.
Jeden z sąsiadów, prowadzący pobliski sklep, niemal codziennie rano wychodzi ze szczotką i sam udrażnia studzienki. Lepiej pomyśleć zawczasu, niż później latać z wiaderkami z wodą po sklepie - podkreśla.
Zgierz tonął. Deszcze skutecznie uprzykrzyły życie mieszkańcom
Ulewne deszcze, które przeszły przez województwo łódzkie, spowodowały lokalne podtopienia. W Zgierzu część ulic znalazła się pod wodą, co sparaliżowało ruch i doprowadziło do problemów kierowców. Sytu...
„Woda sięgała do parapetu”
Podobne doświadczenia mają pracownicy pobliskiego sklepu spożywczego.
Sprawdziliśmy również sytuację przy ulicy Parzęczewskiej, która także znalazła się wśród najbardziej zalanych miejsc w Zgierzu. W niedzielę woda utrudniała zarówno ruch samochodów, jak i pieszych. O skutkach ulewy opowiedziała nam Paulina Jóźwiak, sprzedawczyni lokalnej piekarni i mieszkanka Zgierza.
W niedzielę było tutaj naprawdę tragicznie. Woda sięgała przynajmniej do kostek i praktycznie cała ulica była zalana. Na szczęście do naszej piekarni się nie dostała. Uratowało nas tylko to, że lokal znajduje się trochę wyżej niż chodnik i żeby wejść do środka, trzeba pokonać dwa stopnie. Gdyby nie to, pewnie też mielibyśmy zalany sklep - opowiada Paulina Jóźwiak z lokalnej piekarni. Paulina Jóźwiak, sprzedawczyni z piekarni przy ul. Parzęczewskiej, mówi, że lokal przed zalaniem uratowały jedynie dwa stopnie prowadzące do wejścia. Jakub Mlonka Jak przyznaje, choć każda taka ulewa budzi niepokój, mieszkańcy tej części miasta zdążyli już przywyknąć do podobnych sytuacji.
Szczerze mówiąc, trochę się już do tego przyzwyczailiśmy. Kiedy zapowiadane są intensywne opady, od razu zastanawiamy się, czy znów będzie powtórka. Szkoda tylko, że ten problem wraca praktycznie po każdej większej ulewie - dodaje mieszkanka Zgierza. "Zdarzało się, że auta stały w wodzie, teraz jest lepiej"
Do sytuacji odniosła się również Renata Karolewska, rzecznik prasowa Urzędu Miasta Zgierza.
Po oddaniu zbiornika retencyjnego sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż przed jego budową. W poprzednich latach w tym rejonie dochodziło do znacznie większych zalań, zdarzało się nawet, że samochody stały w wodzie. Tym razem poziom wody był zdecydowanie niższy, co pokazuje, że inwestycja spełnia swoją rolę - podkreśla w rozmowie z "Dziennkiem Łódzkim" Renata Karolewska. Jak zaznacza, podczas nawalnych opadów ograniczenia ma każda infrastruktura odwodnieniowa.
System kanalizacji deszczowej ma określoną przepustowość. Gdy w bardzo krótkim czasie spada ogromna ilość deszczu, żadna infrastruktura nie jest w stanie odprowadzić całej wody natychmiast. Po ustaniu opadów poziom wody stosunkowo szybko się obniża - wyjaśnia Karolewska.
Rzecznik zapewnia również, że miasto na bieżąco kontroluje stan kanalizacji deszczowej.
Paraliż na al. Włókniarzy. Wypadek na jednym z głównych skrzyżowań Łodzi
Groźnie wypadek sparaliżował we wtorek ruch na jednym z najważniejszych skrzyżowań w Łodzi. Kierowca mitsubishi stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w dwa sygnalizatory świetlne. Siła zderzenia by...
Źródło: Łódź Nasze Miasto