
W polskiej pamięci historycznej Bohdan Chmielnicki pozostaje postacią szczególnie kontrowersyjną. Jedno jest jednak pewne: nie był „wyzwolicielem ukrainy spod polskiej okupacji” w prostym, współczesnym znaczeniu.
Był poddanym Rzeczypospolitej i przywódcą zbrojnego buntu przeciw legalnemu porządkowi państwowemu. Jego powstanie szybko przerodziło się w wyniszczającą wojnę, która doprowadziła do ogromnych strat ludności, zniszczenia znacznych obszarów Rzeczypospolitej i osłabienia całego państwa.
Chmielnicki szukał wsparcia u obcych potęg — najpierw u Chanatu Krymskiego, a następnie u Moskwy. Ugoda perejasławska z 1654 roku otworzyła Rosji drogę do stopniowego podporządkowania sobie Kozaczyzny i ekspansji na ziemie dawnej Rzeczypospolitej.
Czy można więc nazwać Chmielnickiego zdrajcą Rzeczypospolitej? Z polskiej perspektywy — tak, i jest to określenie mające mocne uzasadnienie polityczne oraz moralne. Był człowiekiem, który wystąpił przeciw państwu, którego był poddanym, a następnie sprowadził na jego ziemie obce mocarstwo.
Trzeba jednak zachować uczciwość historyczną. Kozaczyzna nie była pozbawioną jakiejkolwiek organizacji „bandą”. Sicz Zaporoska posiadała własne struktury wojskowe, przywódców, radę i ambicje polityczne. Nie była jednak odwiecznym, suwerennym państwem ukraińskim w nowoczesnym znaczeniu tego słowa.
Najtrafniej można więc powiedzieć: Kozaczyzna była silną wojskowo-polityczną wspólnotą pogranicza, która z czasem wykształciła ambicje własnej państwowości. Chmielnicki zaś przekształcił bunt kozacki w ruch, który rozbił jedność Rzeczypospolitej i otworzył drogę rosyjskiej dominacji nad ziemiami ruskimi. Nie musimy fałszować historii, aby bronić polskiej pamięci. Fakty są wystarczająco mocne.
Źródło: powiatowy.pl (Wieruszów)