
Historia tragicznych przeżyć Jadwigi Gaczyńskiej, zd. Brzozowskiej, urodzonej w Wyrce, województwo wołyńskie - związanych z czasem II wojny światowej,Wołyń - 1943 rok. Jadwiga Gaczyńska z domu Brzozowska, urodzona 16 sierpnia 1926 roku w wiosce Wyrka, Gmina Stepań, Powiat Kostopol, Województwo Woły
Historia tragicznych przeżyć Jadwigi Gaczyńskiej, zd. Brzozowskiej, urodzonej w Wyrce, województwo wołyńskie - związanych z czasem II wojny światowej,Wołyń - 1943 rok.
Jadwiga Gaczyńska z domu Brzozowska, urodzona 16 sierpnia 1926 roku w wiosce Wyrka, Gmina Stepań, Powiat Kostopol, Województwo Wołyń. Mieszkała w Wyrce razem z mamą Walerią (która osierociła Jadwigę w wieku 9 lat), ojcem Bolesławem i rodzeństwem: siostrami Bronisławą, Władysławą i bratem Antonim.
Od 1952 roku zamieszkała w Sokolnikach wraz z mężem Antonim Gaczyńskim. Zanim to jednak nastąpiło wydarzyła się w Jej życiu tragiczna zmiana, powodem jej była II wojna światowa. Jadwiga była ofiarą Rzezi Wołyńskiej, która dokonała się na terenie jej wioski Wyrka i okolicznych wsi. Historia Wyrki to tragiczna opowieść o polskiej wsi na Wołyniu, która rozkwitła przed II wojną światową, miała szkołę, kościół i plebanię, ale została unicestwiona podczas Rzezi Wołyńskiej (1943-1944) przez nacjonalistów ukraińskich. Domy spalono, a pozostali przy życiu mieszkańcy uciekli, pozostawiając po sobie głównie wspomnienia. Jadwiga miała wówczas siedemnaście lat i przeszła przez piekło Krwawej Nocy z 16 na 17 lipca 1943 roku. Wówczas to oddziały Ukraińskiej Armii Powstańczej UPA zaatakowały wioskę. Jadwiga wraz z ojcem i bratem Antonim zdecydowali się na ucieczkę w stronę miejscowości Huta Stepańska, gdzie znajdowała się polska samoobrona. Pozostawili całe domostwo i gospodarstwo. Zwierzęta wypuścili luzem, aby nie uległy spaleniu żywcem. Porzucili furmankę. Uważali, że może ona utrudniać zamiast pomagać w ucieczce. Szli więc pieszo, zabierając tylko tyle żywności, ile mogli udźwignąć, nie utrudniającej jednak szybkiego marszu. Kiedy przemierzali drogę do Huty Stepańskiej Ich oczom jawiły się potworne, okrutne widoki płonącego nieba, płonących pól. Na chwilę chcieli wejść do mijanego po drodze domostwa. Spotkał Ich tam okrutny widok, na ścianie przybite widłami konało dwoje dzieci, zmarły, gdy zdjęli je ze ściany… następnie wykopali grób, pochowali je i udali się w dalszą drogę. Spotkani po drodze ludzie poinformowali Ich, że ucieczka do Huty Stepańskiej nie ma sensu, gdyż padła Samoobrona Huty i bandyci ukraińscy zmierzają w stronę Wyrki. Szybko więc zawrócili i postanowili, tak jak i inni uciekinierzy, zdążać do miejscowości Grabina, w stronę linii kolejowej. Po drodze chcieli jeszcze przez chwilę wstąpić do Wyrki i zajrzeć do swojego gospodarstwa. Spotkał Ich tam potworny widok, gdyż całe domostwo było spalone, a jedynie zwierzęta gospodarskie krążyły wokół zgliszczy. Stał tam Ich koń, podbiegł szybko do swoich właścicieli i zaczął rżeć. Nie mogli go jednak zabrać ze sobą. Pomimo tego, że szli ukradkiem, chowali się w zbożach i krzakach przydrożnych, koń podążał za Nimi. Na wioskę w tym czasie spadła mgła, tak gęsta, że nic nie było dookoła widać.
Był to dobry moment na ucieczkę. Otuleni mgłą dotarli w końcu do Grabiny. Na tutejszej stacji kolejowej stacjonowali niemieccy żołnierze, którzy od razu skierowali Ich do wagonów pociągu, które były jedyną nadzieją ucieczki przed straszną śmiercią z rąk ukraińskich morderców. Koń pomimo, że wielokrotnie był odganiany od transportu, nadal wracał. Jadwiga pamiętała jak w chwili ruszenia pociągu koń biegł za nim, serce pękało z rozpaczy na ten widok. Pozostawili po sobie na wołyńskiej ziemi wszystko co mieli, a przed sobą mieli niepewny czas i pytanie co się z Nimi teraz stanie. Jadwiga wraz z ojcem i bratem zostali wywiezieni do pracy przymusowej do Lager Bunzlau (dzisiejszy Bolesławiec na Dolnym Śląsku). Reszta rodziny – siostry Władysława i Bronisława wraz ze swoimi rodzinami wywiezione zostały w głąb Niemiec.
To w Bunzlau zbiegły się drogi życiowe Jadwigi Brzozowskiej z Wołynia i Antoniego Gaczyńskiego z Sokolnik. Pokochali się, wzajemnie wspierali w ciężkim czasie przymusowych robót pod niemieckim okupantem.
Po zakończeniu wojny razem trafiają do miejscowości Skokowa koło Trzebnicy i tam zagospodarowują się w jednym z porzuconych przez Niemców gospodarstw.
W roku 1952 decydują się na przyjazd do Sokolnik i najpierw zamieszkują na Poduchownem, a następnie przenoszą na Zagórze. Jadwiga prowadzi gospodarstwo domowe i niewielkie gospodarstwo rolne. Antoni zostaje pracownikiem administracji Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Sokolnikach. Mają troje dzieci. Po wielu latach zostają członkami Stowarzyszenia Polaków Poszkodowanych przez III Rzeszę i odbierają rekompensatę finansową za pracę na rzecz III Rzeszy. Nijak nie wyrównuje ona jednak lat straconych na ciężkiej pracy, straconym zdrowiu i lat, które mogli spędzić w spokoju.
Przez całe życie Jadwiga wspominała i przeżywała czas spędzony w Wyrce, swoje wyrczańskie dzieciństwo. Po nocach dręczyły Ją sny, w których odżywały ukraińskie mordy, strach i lęk przed bestialskim zamordowaniem z rąk banderowców. Po wojnie znów spotkała się z ocalałymi bliskimi i dalszymi członkami rodziny.
Ich spotkania to sentymentalne powroty do Wyrki i to powroty tragiczne, związane ze wspominaniem najbliższych i znajomych poległych tragicznie. Jadwiga zmarła w wieruszowskim szpitalu w roku 2002.
Dzień przed śmiercią, osłabiona, na pół przytomna ostrzegała najbliższych, aby uważali wychodząc na szpitalny korytarz „bo tam są Ukraińcy”. Tragedia wołyńska pozostała przy Niej do ostatnich chwil życia. Historia tragicznych losów Wyrki i jej Mieszkańców opisana została w książkach:
Małgorzata Witko: „Wyrka. Utracony wołyński raj. Prawdziwa historia polskiej kresowej wsi”, Janusz Horoszkiewicz: „A imię nasze wołyńskie dzieci” oraz w wielu innych opracowaniach historycznych.
Obecnie pamięć po tragicznych wołyńskich wydarzeniach kultywuje córka biorąc udział w corocznych Zjazdach Kresowian z okolic Wyrki, Siedliska, Ostrówka, Perespy, Huty Stepańskiej, Hał, Romejek oraz innych kresowych miejscowości. Pamięć o tragedii wołyńskiej trwa…
Dzień Pamięci Ofiar Rzezi Wołyńskiej to 11 lipca, który został ustanowiony przez Sejm w 2016 roku jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej. Data upamiętnia apogeum zbrodni, które miało miejsce w tzw. krwawą niedzielę 11 lipca 1943 roku, kiedy ukraińscy nacjonaliści zaatakowali Polaków w ok. 100 miejscowościach na Wołyniu.
Co roku grób Jadwigi dekorujemy biało-czerwoną szarfą z napisem: „Wołyń pamiętamy!” oraz kwiatami w kolorze błękitnym, symbolizujące błękitne kwiaty lnu – rośliny uprawianej na Wołyniu.
W dniu 17 lipca w Kościele Parafialnym w Sokolnikach o godz. 17.00 odbędzie się msza św. za pomordowanych mieszkańców Wołynia, w 83 rocznicę śmierci (szczególnie z rodzin: Brzozowskich, Dziekańskich, Sawickich i Krasienkiewiczów).
spisane przez Danutę Urbaś – córkę